O tym, że rodzinne gotowanie może być proste, o życiu w duchu eko i planowaniu, które jest podstawą sukcesu – opowiada portalowi Ekobiznes Daria Ładocha, która z uczenia ludzi, jak się zdrowo odżywiać uczyniła sposób na życie.
Julia Szypulska: Proszę pozwolić, że zacznę od prywaty. Kilka lat temu natknęłam się na pani książkę o gotowaniu dla dzieci, która powstała w partnerstwie z pewną stacją telewizyjną. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to, czego się z niej dowiedziałam było dla mnie odkryciem i zapoczątkowało drogę ku zdrowemu odżywianiu. Przekonałam się, że smaczne i zdrowe gotowanie nie musi być czasochłonne i drogie. Czy taki był zamysł?
Daria Ładocha, dziennikarka, blogerka, trener żywieniowy, autorka książek o odżywianiu: Tak, taki był cel książki. Bardzo mi zależało mi na tym, żeby pokazać, że rodzinne gotowanie może stać się bardzo proste, jeśli wszyscy tak do tego podejdziemy. W zasadzie ta dieta warzywna, kasze, czyli wszystko to, co możemy dostać na rodzimym rynku, to jest czysta forma dobrej diety dla całej rodziny.
Chciałam ściągnąć też to brzemię z barków polskich mam, które nieraz myślą, że muszą gotować dzieciom nie wiadomo co. Tymczasem, im prostsze jedzenie, tym lepiej dla dzieci. Pamiętajmy, że mają one jeszcze niewykształcony przewód pokarmowy. Prostota posiłków jest także korzystna dla nas, dorosłych. Szczególnie jeśli zależy nam na zachowaniu fajnej sylwetki, ładnej skóry. Można to porównać do jazdy taksówką. Gdy do samochodu wsiądą trzy osoby i każda chce jechać w inną stronę, to kierowca ma problem. Kiedy jednak przewozi jednego pasażera, który jedzie w jednym kierunku, a dopiero potem weźmie następny kurs, to jest dużo prościej. Pamiętajmy, że układ metaboliczny nam się odwdzięczy, jeśli mu ułatwimy trawienie, zamiast utrudniać.
Oswoić zdrowe odżywianie
Z wykształcenia jest pani dziennikarką. Co skłoniło panią do tego, by zawodowo zacząć uczyć ludzi, jak zdrowo się odżywiać?
Zdrowym odżywianiem zainteresowałam się dość wcześnie, bo w wieku 19 lat. Zwróciłam się do lekarza o pomoc, bo cierpiałam na silne bóle brzucha. Lekarz postawił diagnozę, wypisał lekarstwa i uprzedził, że będę je zażywać już do końca życia. Uznałam, że to absurd. Pomyślałam, że chyba mogę coś zrobić dla swego życia, że może się uda. Zaczęłam szukać informacji i trafiłam na książkę Anny Ciesielskiej „Filozofia zdrowia”. To piękna i prosto napisana książka, która bardzo do mnie przemówiła. Jeśli chodzi o odżywianie, była przełomowa w moim życiu.
A zajęłam się tym tematem, jako sposobem na moje życie w momencie, kiedy urodziła się moja młodsza córka. Zauważyłam wtedy, że jest mnóstwo matek chcących dobrze się czuć, dobrze wyglądać, mieć energię, dobrze karmić swoją rodzinę i że one nie mają skąd brać inspiracji. Bo albo są dietetycy, według których wszystko robimy źle, albo są lekarze, którym brakuje czasu na edukację pacjentów. Pomyślałam więc, że potrzeba innego podejścia do żywienia. Że należałoby oswoić to groźnie brzmiące „zdrowe odżywianie”. Że warto byłoby przekonać, że to nic strasznego i że może to być nawet swego rodzaju lifestyle.

Fot. Materiały prasowe
Wierzyłam w to, że człowiek jest tym, co je. Przetestowałam to na sobie, jako młoda osoba. A był to czas, gdy lawinowo otwierały się różnego rodzaju sieci fast food. Mimo, że kulinarnie wyszłam już spod skrzydeł mamy i dysponowałam swoim budżetem, ominęła mnie fascynacja tego rodzaju jedzeniem. Znalazłam za to, dzięki wspomnianej książce, swój sposób na odżywianie. I okazało się, że mam mnóstwo energii, że mogę się uczyć, że znalazłam w tym patent na życie. Z kolei to urodzenie drugiego dziecka przyniosło mi taką pewność siebie, przekonanie, że można żyć w zgodzie ze sobą, że nie trzeba stosować się do tego, co się powinno. Tylko że to „powinno się” może się trochę dostosować do naszego życia. Poczułam odwagę, żeby całkowicie zmienić swoje życie i pójść właśnie w tę stronę.
Myślę, że danie kobietom odpowiedzi na odwieczne pytanie – co dziś zrobić na obiad – spotkało się z ich strony z dużą wdzięcznością …
Tak, rzeczywiście. A potem jeszcze napisałam e-booka „Jak przygotować szybkie śniadania dla dzieci”. Przygotowałam do niego wstęp, w którym kompletnie nie piszę o żywieniu, tylko o relacjach, nawykach i o zachowaniach przy stole
I okazało się, że kiedy kobiety przeczytały ten wstęp, to owszem, sięgnęły po te przepisy, które były dalej, ale one nie miały już pierwszeństwa. W tym wstępie opowiedziałam, że z dziećmi można się świetnie dogadać, tylko trzeba wprowadzić parę zasad, które są zasadami dla całej rodziny. To sprawia, że posiłki przestają być problemem.
Na dzieci – najlepszy sposób
Co zatem powiedzieć nastoletnim dzieciom zachłystującym się śmieciowym jedzeniem?
Rozumiem problem, też mam nastolatkę. Jej koleżanki piją już kawę, a każdą złotówkę wydają na słodycze. Wtedy jako matki musimy zacząć walczyć z całym systemem, który jest nie do okiełznania. W tej sytuacji warto jednak uciec się do sposobu. Każde dziecko ma coś takiego, na czym mu bardzo zależy. Moja córka na przykład kocha jeździć konno. I wtedy ja nawiązuję do tych koni. Mówię, że ona przecież wie, że jeśli będzie jadła dużo cukru, to wtedy będzie mniej sprawna i elastyczna. Że nie da rady brać udziału w takim treningu, o jakim marzy.
Staram się też sama być przykładem. Dbam o kondycję, bo lubię życie, świat i korzystanie z niego. Na kondycję nie wpływa tylko waga, ale i samopoczucie. Taka nastolatka widzi rówieśników, którzy podczas pandemii przybrali na wadze i rodziców, którzy chodzą na treningi. I to jest szansa na to, by dziecko samo wpadło na to, co jest dla niego lepsze. Który przykład bardziej do niego przemawia.
Niestety naszym, jako rodziców, działaniom ten pandemiczny rok bardzo zaszkodził…
Mówi się o tym, że to był stracony rok …
No właśnie. Ja bardzo wierzę w rozmowę. Niech dzieci jedzą też to, co im się podoba wizualnie. Kiedyś zabrałam swoją córkę do warzywniaka i poprosiłam, żeby wybrała wszystko, co jej się spodoba, a potem z tego coś ugotujemy. Był to sposób na niejadka, który nie chciał jeść warzyw. Oddanie jej kontroli było świetnym patentem, by te warzywa polubiła.
Coraz więcej ludzi chce żyć aktywnie
Ostatnio jedna z dużych sieci spożywczych zrobiła badania dotyczące zwyczajów żywieniowych Polaków. Okazało się, że w deklaracjach jesteśmy świetni, to znaczy zwracamy uwagę na to, co jemy, wybieramy dobre produkty, chcemy gotować w domu. Z drugiej strony, są też badania, które mówią o tym, że jako naród tyjemy. Jak to wygląda z pani perspektywy, która od lat edukuje ludzi?
Mogę się odnieść do frekwencji moich warsztatów kulinarnych. Oczywiście pomijam tutaj okres pandemii, kiedy nie wolno ich było organizować. Kiedyś odbywały się raz w miesiącu, a potem nawet cztery razy w tygodniu. Na podstawie tej frekwencji pomyślałam sobie: to świetnie! Polacy zaczynają się interesować, otwierają się na zdrowe odżywianie. Do czasu pandemii byłam bardzo zadowolona, że coraz więcej ludzi, w tym mężczyzn, przychodziło na warsztaty.
Wydaje mi się, że pandemia pokrzyżowała nam szyki. Wszyscy zatrzymaliśmy się, byliśmy zagubieni. Z drugiej strony, patrząc na frekwencję w siłowniach, albo na to, że w połowie lipca nie dało się już kupić roweru, idziemy w dobrym kierunku.
I oczywiście można spojrzeć na to w ten sposób: nic nie można kupić, produkcja nie nadąża. Ja patrzę na to inaczej: ale super! Wszyscy jeżdżą rowerami! Wolę myśleć, że ludzie po prostu chcą prowadzić aktywny tryb życia, bo wreszcie się zorientowali, że warto. Najbardziej żal mi jednak dzieci. Długo będziemy dochodzić do siebie po tej pandemii.
Jest pani kojarzona ze zdrowym trybem życia, ekologią. Jak te działania proekologiczne wyglądają w waszym codziennym życiu?
Bardzo wiele nas nauczyła Sardynia, którą często odwiedzamy z rodziną. Tutaj są problemy z wodą i trzeba bardzo oszczędnie z niej korzystać. Moje córki wiedzą, że wodę trzeba zakręcać. Pouczają też odwiedzające nas koleżanki: najpierw namydl, zakręć i odkręć dopiero do spłukania. Dzięki tym podróżom zobaczyły, że woda jest towarem deficytowym.
Dla nas ekologia oznacza również nurt zero waste. Nie chodzi tylko o to, żeby kupować żywność z ekologicznym certyfikatem, ale przede wszystkim o to, by ją wykorzystać. Trzeba zaplanować posiłki tak, żeby nic nie zostało. Oczywiście, jeśli warzywa spleśnieją, to nic się z nimi już nie zrobi. Więc w tym procesie wtórnym może być to trudne. Warto jednak zacząć zero waste od procesu pierwotnego. Zaplanujmy dania, zróbmy listę składników, przygotujmy sobie spis na cały tydzień. Niech będzie wiadomo, co każdy ma zrobić – mamy przecież kalendarze tradycyjne i wirtualne. Dzięki temu będziemy wiedzieć, co i kiedy będziemy jeść. Co zjemy w domu, które rzeczy możemy wziąć na wynos. To jest naszym celem, żeby nauczyć dzieci nie tylko myślenia o ekologicznych produktach, ale też o całym życiu w kontekście ekologii.
Zobacz także: W koszu ląduje już 40 proc. żywności. „Marnowanie jedzenia jest złe” – mówi Anna Kurnatowska, TGTG
Trudno żeby dzieci nauczyły się gasić światło, jeśli nikt w domu tego nie robi. Pokazujmy im to, jeśli są małe, to w formie zabawy. One potem pójdą w świat i będą ambasadorami tego, co wyniosą z domu.
Schudnąć raz i na zawsze
Planowanie to chyba w ogóle jest cała tajemnica zdrowego odżywiania?
To jest tak, jak z wakacjami. Jeżeli chcemy na nie pojechać, to najpierw zastanawiamy się, gdzie. Potem, sprawdzamy, czy nas stać. Potem, kupujemy bilety, pakujemy się i tam jedziemy. I tak samo jest z jedzeniem. Jeśli chcemy się zdrowo odżywiać, to musimy to najpierw zaplanować, co chcemy zjeść, potem kupić składniki, przygotować dania i je zjeść. Tylko, że wakacje są czymś wyjątkowym, co zdarza się od święta. A jeść musimy na co dzień. Trzeba zatem te zasoby wykorzystywane od święta przenieść na grunt codziennego życia. Jeśli komuś zależy na tym, by zdrowo się odżywiać, znajdzie na to sposób.
O tej organizacji jest też między innymi pani ostatnia książka„5 składników zdrowia”. Z jakim przesłaniem chce Pani trafić do czytelników?
Książka „5 składników zdrowia” podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich to przewodnik, jak krok po kroku zmienić swój sposób żywienia. Bez wyrzeczeń, reżimu, uczucia głodu i krępujących diet, które nie działają. Książka z pewnością nie jest o odchudzaniu – raczej o tym, jak schudnąć raz i na zawsze. Bez konkretnej diety, jadłospisu czy wyliczania co możesz zjeść, a czego nie! To pierwsza publikacja, która przy temacie odchudzania nie porusza w ogóle kwestii składników, które lądują na Twoim talerzu! Dlaczego? Bo wszystko, co dzieje się z ciałem zaczyna się w głowie!

Druga część to kulinarna uczta – 100 przepisów, każdy tylko z 5 składników. Proste i szybkie dania dla całej rodziny, do przygotowania których nie potrzeba mieć żadnych specjalnych umiejętności kulinarnych. W książce znajdują się przepisy dla wegan, wegetarian, mięsożerców, ale również bezglutenowe i wykluczające nabiał.
Książka jest przewodnikiem kulinarnym, który eliminuje frustrację, co przygotować na kolację dla całej rodziny, ale również jest zaproszeniem na wyprawę po dobre samopoczucie, wymarzoną sylwetkę i szczęśliwe życie.
Książki Darii Ładochy do kupienia tutaj.
Ekobiznes.pl to specjalistyczny serwis informacyjny o ekologii w biznesie. Codziennie publikujemy najświeższe ekonewsy i autorskie wywiady z przedstawicielami świata nauki i biznesu. Znajdź nas na Linkedinie lub Facebooku, albo subskrybuj Newsletter i bądź na bieżąco z najciekawszymi ekoinformacjami.


